10.03 przygoda z łosiem

jak można rozpocząć dzień? ano tak:

skoro świt telefon od sąsiada "Ola łosza z łoszakiem przelazła Ci przez siatkę i jest u Ciebie".

Wyskoczyłam w samej pidżamie do bramy, no fakt stoją na drodze. Do domu narzucić polar, JD przy nodze idę... wymyśliłam sobie ,że otworzę bramę a potem wrócę i nagnam powoli je w stronę bramy aby wyszły. JD miał być dla obrony mnie przed rozwścieczoną matką broniąca młodego ;) Otworzyłam bramę a tu d.., łosza przez siatkę poszła w las, małe zostało, no i zaczęła się jazda. JD nawet widział zwierzę , niestety nie jest jeszcze sterowalny na odległość (kiedy mnie nie widzi) więc w końcu zaczął głupieć.

Zaprowadziłam go do domu , wzięłam Rojka i Skipka. Tu w drugą stronę - psy sterowalne ale za boga chińskiego "nie widzą" zwierzęcia... W końcu po 45 min ganiania w te i nazad łoszak rozwalił drewniany płot i przez obniżoną siatkę nad rowem pognał w las ale... w międzyczasie Rojek załapał o co chodzi i poleciał za nim (nawet przeskoczył przez płot co jest wielkim poświęceniem ;) ) więc drę się "wróóóóć" - bo za siatką mogą być te psy co mi Kalisia pogryzły i lecę do rowu. Co widzę, cały skąpany w lodowatej wodzie Roj, stoi w tej wodzie i już nie wie lecieć po to zwierzę czy zawracać...

 

ps. Kawa już mi rano nie potrzebna - piję Inkę

ps2. z początków kiedy myślałam ,ze to będzie "piękne, miłe i przyjemne" JD ma zdjęcie z łoszakiem

design by Sherin