26.08-03.09 Szwajcaria

zaczynam opowieść ;)

dojechaliśmy w piątek ok godz. 19 wiec załapaliśmy się na fondue

Stok gdzie były zawody z pięknym widokiem na Alpy - przez cały czas wypatrywałam Mont Blanc, ale też ten stok był moim prywatnym "Mount Blanc" - kiedy musiałam kilka razy dziennie włazić i złazić....

W sobotę oglądaliśmy zmagania w Interrace klasy 2 i 3. W niedzielę nasze pierwsze starty w IR niv1.

Na szczęście zaczynaliśmy z koszaru wyżej usytuowanego. Pierwsze zadanie, protect, robimy kółko w koszarze a pies ma pilnować aby owce do nas nie podeszły. Następnie wyprowadzenie z koszaru i zamknięcie go. (zawsze mam problem z tymi metalowymi barierkami - wyginają mi się nie w tę stronę co potrzeba ;) ), Tu Kalisiowi jedna mała czarna... zwiała a ze względu na jego samopoczucie odwołałam go od pościgu. (Tę małą zołze mieliśmy jeszcze w sobotę i generalnie wszystkim uciekała - zawsze znajdzie się taka "czarna owca" ;) ) Następnie przejście na pole stabilizacji, gdzie po zatrzymaniu stada jedną owieczkę wyciągamy ze stada - pies w tym czasie pilnuje aby stado nie poszło sobie - a bardzo chętnie szło w dół bo tam była reszta owiec. Zabieramy stado i przeprowadzenie przez bramkę - z pozoru łatwe ale owce chcą koniecznie przykleić się do płotu aby wracać do domu..... Następnie dróżka zaznaczona z jednej strony siatką pastucha elektrycznego a z drugiej linką - ochrona pól sąsiada i STOP. tu mnie zdziwili bo stop ma wykonać człowiek, pies może pomóc ale główna praca jest człowieka. Piesek pilnuje owieczek a ja idę dotknąć banerka na płocie i ruszamy dalej na wypas. Było gorąco, droga pod górkę, kiedy dochodziłam do miejsca zatrzymania owiec miałam sucho w ustach i brak tlenu w płucach ;). a to dopiero połowa trialu. Po stabilizacji stada odchodzę razem z psem gdzieś na 50m i wysyłam go po owce, ja nie mogę odejść od korytarza z palet. Przez ten korytarz musimy owce przepchnąć. Następnie droga w dół do korytarza sortującego. Był on otwarty co tylko pozornie ułatwiało gdyż pierwsze owce po wyjściu z niego gnały w dół do domu ale tu "jak to określono - czarodziejsko rozmawiając z owcami" udało mi się odwieść je od takie zamiaru. Z całym stadem idziemy w dół gdzie przed zamkniętą bramką pies ma zatrzymać stado. Otwieramy bramkę i owce idą do domu. KONIEC

 

Generalnie zupełnie inna praca (w sumie przez wszystkie triale, pies może być gdzie chcesz - ważne aby owce szły spokojnie. Oraz pracuje team człowiek-pies, więc mogę dotknąć psa, aby go rozluźnić/podziękować za zadanie, mogę dotknąć owiec aby je przesuwać w korytarzach.

nie mam problemu z tym a by na moich błędach uczyli się inni, jestem tylko człowiekiem a moje psy psami, mamy lepsze i gorsze dni, oto filmiki z przebiegu:

Kalimero https://youtu.be/BzCh3MCtrxM

JD https://youtu.be/hemoqTQEQ-4

 

.......

 

Tydzień upłynął nam pod znakiem spotkania z Matthiasem i szelciakiem plus szkolenie belgów, pyrków, holendra i beaucerona plus jedzeniem fondue :).

Nastała sobota. Przez cały tydzień Kaliś siedział w klateczce na antybiotyku, JD pracował przy całym 250szt stadzie plus 4 osły. Myślę, że osiołki bardzo mu się spodobały - podobne do kóz pod względem prowadzenia ;). Rano była tylko kwestia podjęcia decyzji czy Kali startuje czy nie ale ponieważ już w piątek zaczął obszczekiwać ludzi, którzy za blisko samochodu podeszli plus na widok osłów kita poszła w górę uznałam, że wystartujemy, najwyżej poddam przebieg. Nie są to nasze najlepsze przebiegi ;), ja całą noc nie spałam bo co chwilę zrywałam się i leciałam na łąkę sprawdzać czy są owce (wydawało mi się, że poszły w las) , Kaliś - wiadomo plus po całym tygodniu siedzenia postanowił mnie nie słuchać, JD jeszcze za młody na tyle wysiłku psychicznego zaczynał już odpadać z posłuszeństwa, ale główne to było moje nie wyspanie i w związku z tym nerwówka.

Niestety sędzia postanowił zacząć trial z samego dołu, znaczyło to sporą drogę pod górę z owcami.... ;). Cały trial był pod znakiem codziennej pracy pasterza z owcami, tak podróż przez życie. Na dole były 3 koszary z owcami należało wyciągnąć "swoje" stado, zamknąć koszar i iść pod górę do bramki. Nie zawsze było to łatwe bo owce kombinowały jak mogły aby zostać z koleżankami/kolegami. Po pokonaniu bramki zamykam ją i idę na drogę gdzie pies ma pilnować aby owce nie weszły na pole z osłami. Tak tak, w ogrodzeniu z linki stały sobie osiołki a my przechodziliśmy obok. Osiołki i owce znają się bardzo dobrze gdyż osiołki służą do ochrony stada (jagniąt) przed lisami, jeśli pies nie denerwuje owiec są spokojne ale jeśli je płoszy potrafią złapać za kark. Tu Kaliś nie chciał iść od strony osłów wiec ja broniłam drogi ;), następnie bramka i droga pod górkę na mostek. Stadko duże, mostek mały i w dodatku śliski po deszczu i owce mało przyzwyczajone do tej przeszkody więc słabo nam poszło. Następnie stabilizacja, pies pilnuje stada a ja idę po paszę i sypie do paśnika. Dopiero teraz pies może pozwolić owcom jeść. Następnie zaganiamy owce do zagródki z siatki pastucha elektrycznego. Pies pilnuje aby nie wyszły a ja dogaduję się z kupującym, jaką owcę che kupić, zaznaczam ją kokardą i idę na "drinka" - tak musiałam wyjść z parkuru, i napić się WODY ;), następnie idziemy na przemycie raciczek, jak wiecie owce nie bardzo lubią wodę więc trzeba było ręcznie je zachęcać do przechodzenia. Następną przeszkodą był tunel, który był zamknięty więc najpierw trzeba było go otworzyć , przeprowadzić owce i zamknąć. Stamtąd idziemy na drogę i STOP. No i tu nie wiem dlaczego JD postanowił, że on nie będzie tego robił. Podejrzewam, ze troszkę zgłupiał bo chwilę wcześniej owce nam uciekły na tę drogę , JD je przyganiał będąc po zewnętrznej a teraz był wewnątrz. Po otworzeniu przejścia z siatki wędrujemy na górę do przeszkody z palet. było tam kilka dziur/przejść a oczywiście owce miały konkretną wejść i konkretną wyjść ;). Po pokonaniu przeszkody idziemy do sorting penu, gdzie mamy wybrać sobie 5 owieczek w tym tą zaznaczoną a reszta ma zostać w koszarku. Z tą piątką idziemy do przyczepki załadować owieczki. I tu zaczął się koszmar 3 ostatnich psów, gdyż było już późno i owce myślały tylko o pójściu do domu a nie o współpracy. Z JD po kilku próbach załadowania poddałam się i wróciłam do reszty stada. Po załadowaniu należało wypuścić resztę stada na wypas, następnie wypuścić owieczki z przyczepy, zebrać całe stado i wracać do domu. Droga w dół, przed zamkniętą bramką pies musi zatrzymać stado. Po czym spokojnie je poprowadzić w dół do koszaru. Z Kalisiem to nie wyszło gdyż mieliśmy w stadzie ślepą owieczkę, która gdy nie trafiła w bramkę za nic nie wiedziała jak zejść (obijała się o siatkę), musiałam jej pomóc ale w tym czasie stado nam swobodnie zbiegło z górki. Zebranie do kupy, stabilizacja i wprowadzenie do koszaru. KONIEC

i filmiki, pocięte są tak jak filmujący zmieniali pozycję...

Kalimero https://youtu.be/jxMW2JgQOBk

JD https://youtu.be/RZI9cBZXsMo

 

..................................

 

W niedzielę ostatni dzień startów, mój ostatni dzień w Szwajcarii (rano w poniedziałek wyjężdżałam). Wyspana ;), postanowiłam cokolwiek by się działo nie być nerwową ;). Wylosowałam te same co w sobotę numery startowe 2 i 6, tak więc Kaliś szedł pierwszy a po południu JD. Co do przebiegów jestem zadowolona chociaż wiem, że możemy lepiej, u Kalisia zdrowie, u JDika zmęczenie a poza tym JA muszę nauczyć się zmieniać tok myślenia z jednego psa na drugiego. To co wychodzi z Kalisiem ze względów oczywistych (większa presja na owce) nie wyjdzie mi z JD ;).Ale do rzeczy. Tym razem były 4 stada tak więc z obydwoma psami miałam te same owce.

Trial tym razem miał pokazywać techniczne przygotowanie psa. Koszary jak zwykle na dole :( ;). Po wyjęciu owiec i zamknięciu koszaru droga na "Mont Blanc". Tym razem po przekroczeniu i zamknięciu bramki szliśmy na drogę z jadącym samochodem. Było dosyć ciasno wiec mimo utraty 1pkt cieszę się ,że Kaliś przed autem poszedł na tył stada inaczej prawie by się z nim przecierał., na końcu drogi STOP (kurczaki zaczynają mi stopy wychodzić! :) ). Stamtąd pies miał przepchnąć samodzielnie owce na wypas oznaczony palikiem. No i tu lepiej było być troszkę wyższym bo ja stawałam na palcach a i tak z JD trochę popsuliśmy. (Sędzia mi potem powiedział, ze na triali mam nie być taka perfekcyjna i nie poprawiać bo w sumie popsułam to co było dobre - ale ja ze swojej pozycji nie do końca widziałam jak daleko są owce a potem ze względu na wiaterek "pod górkę" JD nie usłyszał mojej komendy... no cóż, zdarza się ;) ). Pies pilnuje owiec a ja zasuwam do sorting penu , po czym pies ma przyprowadzić mi owce (bez przywołania do siebie). I znowu dzielimy owce ale 1) nie może to być pierwsza owca i nie może być więcej jak 2 pod rząd. Mamy wziąć 5szt. Przez całą drogę do tego miejsca obserwowałam owce aby wybrać sobie takie , które chodzą za człowiekiem i udało się. Te 5szt idzie do przyczepy. Wracamy po resztę i bierzemy je do miejsca karmienia. Najpierw pies przytrzymuje stado abym mogła zadać pasze a potem pilnujemy jak jedzą. W niewielkiej odległości była następna przeszkoda (brak trochę miejsca na ustabilizowanie stada) gdzie pomiędzy paletami owce miały przejść. Kaliś pięknie pilnował jednej dziury, ja drugiej, z JD już to nie wyszło bo... za duża presja od psa. Potem ustabilizowanie stada i wypuszczenie owieczek z przyczepy - ważne aby to te z przyczepy poszły do stada a nie odwrotnie. Z całym już stadem idziemy na mostek (taki bez jednej "poręczy" wejściowej ;), niestety musimy minąć paśnik a owieczki pamiętają, że tam jest papu...Potem wędrujemy w dół do korytarza z wodą do przepłukania raciczek. Następnie tunel i zatrzymując owce przed otworzeniem bramki spokojnie sprowadzamy owce na sam dół do koszarku. KONIEC aaaa i na sam koniec dnia zobaczyłam Mont Blanc!!!! :) :) :)

i filmiki

Kalimero https://youtu.be/m0JNQJODyFQ

JD https://youtu.be/m557K7A95uM

design by Sherin