7.05.2017 Székesfehérvár (Węgry)

sędzia: Zuzana Cerna (Czechy)

IHT TS 3 - 11 psów (Węgry, Austria, Francja i Polska)

1 miejsce, CACITR, CACTR, ocena doskonała, 135/150pkt JADRAN Astra Canina :)

2 miejsce i najlepiej pracujący pies zawodów, res CACITR, CACTR, ocena doskonała, 132/150pkt KALIMERO Perla z Polabi :)

 

no i trochę o naszej wycieczce: droga była ok, towarzystwo przednie (ja, Kalimero i JD).

 

Na miejscu spotkaliśmy starych znajomych. Troszkę małe miejsce na kemping i dodatkowo suczki przed/po i w trakcie cieczki więc moje chłopaki tylko z nosami przy trawie, lub broniące zasobów przed podchodzącymi psiakami (totalny luz w puszczaniu psów w tym suk, które podłaziły i odstawiały ogony...).

 

Pierwsza noc - wszyscy luzem w aucie - troszkę mało się wyspałam bo najpierw beauceronik oszalał ze szczęścia i chciał rozwalić samochód bądź przydusić pańcie, ale jakoś go spacyfikowałam (pokazując, że ważę więcej ;) ), a potem trochę za płasko, za twardo, no ale dałam radę.

 

Miałam nadzieję na węgierską rackę a tu stado merynosa, no była jedna racka i... dostał ją w stadzie JD. Niewdzięczne stworzenie było jedyną owcą jaka nam uciekła z mostku  - tylko za JDikowe spojrzenie :D.

 

Do losowania numerów startowych zastanawiałam się z kim iść pierwszym, czy z JD i przestudiować stado , czy z Kalisiem póki owce nie zmęczone (właścicielka mówiła, że to mocne owce, które potrafią przywalić w briarda - szczerze? nie zauważyłam takiego zachowania u tych owiec, jakieś sporadyczne tupniecie - ale może miały dobry humor ;) ). Wylosowałam nr 5 i 10 i nie patrząc jak wpisane na liście są psy podałam kolejność - poszłam na los szczęścia. JD był pierwszy, Kaliś drugi.

 

Były 3 stada owiec. Stada zmieniane po 2 zawodnikach. Z JD mieliśmy dostać stado, które tego dnia jeszcze nie chodziło (dwa pierwsze były już dla klasy 2 z rana). Z Kalisiem nie mogłam wcześniej zapoznać sie z owcami gdyż po 6 psie nagle stado zaczęto zmieniać co zawodnika, a w końcu my dostaliśmy stado, które szło jako pierwsze.... stado , które było odstawione gdyż dwie owce z niech namiętnie uciekały.

 

Co do parcouru: należało wyciągnąć owce z koszaru trzymając furtkę, zamknąc koszar. Następnie był STOP i za nim mostek, przez który owce miały przejść jako pierwsze (i to wcale nie było łatwe, bo o ile za człowiekiem przechodziły go "jak po maśle" to same nie chciały). Następnie obchodziliśmy staw gdzie niebezpieczeństwem było wychodzenie zza stawu - gdyż owce miały wtedy dom przed nosem i "czuły siano" ;) ). Nastepnie był slalom i drugi STOP. Potem szlismy wzdłuż płotu (miał być trafic ale z braku pojazdu szedł pan z taczką, tylko chyba nie bardzo wiedział jak ma iść bo szedł baaardzo daleko i po skosie). Następnie był kawałek na "drive away" i wejście na wypas. Na wypasie czas mierzony przez sędzinę wiec chwila odpoczynku, złapanie owieczki za nogę i dalsza droga. Po minięciu drzew z palet ustawiony był slalom, który należało zrobić na "drive away", ruszyć od jednej palety do drugiej można było tylko jak owce były za 3 paletą (miał być 1 odstęp pomiędzy przewodnikiem a owcami co było naturalne gdyż inaczej nie było by pchania), to było baardzo ciężkie i chyba nam udało się to zrobić najlepiej (mimo wszystko), jak tylko owce miały na slalomie zwrot to wracały do człowieka , tam pies musiał naprawdę robić "krok-stop-krok-stop". Po slalomie przejście pomiedzy oponą a drzewem, przez bramkę, ponownie do opony i zrobić pełne kółko dookoła opony. Stabilizacja i zamknięcie owiec w koszarze.

 

JD, najarany sukami, tym, że jest z pańcią jak... Dostaliśmy stado z racką, która ładnie chodziła w stadzie ale w konfrontacji była strasznie płochliwa i młodą merynoskę, która na spokojnego JD próbowała tupnąć ale jak się ruszył to nam raz odskoczyła. Poza tym stado miłe i przyjemne. Gdyby mój mały móżdżek był spokojny i się słuchał byłby to bardzo relaksujący przebieg. Ale... on jeszcze nie ma doświadczenia, nie wie ,ze jest duży i ma dużą presję, dodatkowo energia go roznosiła więc cały parcur był pacyfikowany, sędzina pogroziła mi palcem za brzydkie słowo  - chociaż ono było tylko początkiem zdania "zabiję cię i zostaniesz tu na węgierskiej ziemi"....

 

Zostało oczekiwanie z Kalisiem, próbowałam zorientować się, które stado dostaniemy ale poległam. Dostaliśmy stado, z którego uciekały owce. Teoretycznie zostały one odstawione za siatkę, jak się okazało w praniu tylko jedna z nich.... Wyprowadzenie... owce nie chciały wyjść gdy pies był za koszarem - był już podejrzewam zmęczone i miały wszystko w nosie. Próbowałam aby Kaliś przeskoczył do środka ale co próbował to któraś z owiec podchodziła do barierki tupiąc i opuszczając łeb, no więc wszedł do środka. Owce zaczęły wychodzić ale... pierwsza, która wyszła od razu postanowiła lecieć do płotu ciągnąc resztę, Kaliś chciał za nią od razu polecieć ale wstrzymałam go aby najpierw wszystkie wyszły bo miałabym dwa podzielone stada. Trochę "pomógł" nam pan od taczki bo bezstresowo sobie ruszył zabierając nam stado ale w końcu daliśmy radę. STOP ok, mostek. Przy małym psie groziło nam utkniecie tam ale stukanie w deseczki (właściciel klaszcząc zapędzał owce)i delikatna perswazja Kalisia zdziałały cuda. Jeszcze tylko jedna leżąca owca (mostek nie był najbezpieczniejszą przeszkodą). Nie wiedziałam, czy jak podejdę pomóc owcy (wpadły jej nogi w dziurę) to czy nie zacznie się szamotać więc była tylko lekka presja z Kalisia (krok do przodu) i sprawdzenie reakcji, uff wyszła i wredota zaczęła się na wybawcę boczyć. Miało być miło i przyjemnie kiedy się zaczęło... Jedna z owiec postanowiła wrócić do domu. Dzielny szelciak nie odpuścił i przygnał ją z powrotem za co dostaliśmy oklaski. Reszta trialu juz właściwie bez przeszkód, chociaż szelciak zmeczony już na początku (jeszcze cholercia jak na złość wyszło słońce i zrobiło się gorąco a ja tez w zimowych spodniach). Ale z Kalisiem to sama przyjemność pracy. Po zakończeniu pierwsze moje słowa do Kalisia "przeżyliśmy" , a od sędziny usłyszeliśmy "dziękuję ,ze pokazaliście, że można było to zrobić"

 

Dwa większe moje błędy:

1) JD - zapomniałam zrobić kółka dookoła opony

2) KALIMERO - przy drugim STOPie "zabiłam psa" , ale ta cholerna owca chciała uciec i gdyby pies pobiegł po wewnętrznej stronie byłoby za płytko i wypchnąłby ją, a tak wróciła do stada. Mój błąd, że asekuracyjnie nie robiłam STOPu na AWAY tylko na COME BY.

 

jesli dotrwaliście do końca wypocin to macie obydwa filmiki 

JD https://youtu.be/2Rei6KxMux8

Kalimero https://youtu.be/OHoc6MsSCNo

design by Sherin